Druga w nocy, luty tego roku. Basia kaszle tak, że słychać ją przez dwie ściany.
Idę do kuchni, otwieram szafkę, sięgam po syrop i w świetle latarki z telefonu czytam datę, która minęła w listopadzie.
I to nie było tak, że ja tej apteczki nie ogarniam. Ja ją ogarniam.
Tylko ogarniam ją zawsze wtedy, kiedy już czegoś potrzebuję.
Cześć, nazywam się Tomasz Szuster i jestem twórcą aplikacji mojApteczka.
A to, co przed chwilą usłyszeliście, to historia Izy, mojej żony.
I szczerze, to jest historia większości domów, które znam.
Bo apteczkę przedlądamy w kryzysie. Nigdy przed.
I dlatego chcę dziś zrobić odcinek o czymś strasznie niemodnym. O obchodzie.
O tym, że siadasz sobie we wrześniu albo w październiku przed sezonem i po prostu przez tą apteczkę przechodzisz.
Zanim ktokolwiek w domu zachoruje.
Brzmi jak porządki.
Brzmi. Ale porządki to jest poukładam ładni.
A obchód to są cztery pytania, na które odpowiadasz i wychodzisz z tego z listą.
Dobra. To ja jestem tą osobą, która ma pół godziny w niedzielę i zero cierpliwości. Co robię?
Pytanie pierwsze.
Co u mnie w domu już się nie nadaje do użycia?
Czyli przeterminowane.
Przeterminowane. I to jest jedyny moment tego odcinka, w którym powiem coś o dacie ważności.
Bo ten temat mamy zrobiony w odcinku siódmym. O tym, co naprawdę mówi pudełko.
Kto nie słyszał, polecam. Bo tam jest cała historia o skrótach na opakowaniu.
A tu?
A tu chodzi tylko o czynność. Wyjmujesz, czytasz, odkładasz na dwie kubki.
Zostaje w domu albo wychodzi z domu.
I ta druga kubka idzie gdzie? Bo ja przez lata wyrzucałam do kosza.
Do pojemnika na przeterminowane leki. I tu jedno zastrzeżenie, bo to jest częste nieporozumienie.
Nie każda apteka taką zbiórkę prowadzi. System odbioru organizuje gmina, więc najpewniejsza lista punktów jest na stronie urzędu gminy albo miasta.
O tym jest osobny odcinek, czwarty, więc nie będę go tu powtarzał.
Jedno zdanie. Nie do kosza, nie do zlewu, tylko do punktu zbiórki.
Dobra, ale teraz uczciwie. Skąd ja mam wiedzieć, co jest przeterminowane, zanim wszystko wyjmę na stół?
Bo to jest właśnie ta robota, której nikt nie chce zrobić.
I tu wchodzi aplikacja, ale w bardzo konkretnej roli.
Jeżeli te leki są u Ciebie wpisane, to jest ekran, który nazywa się wygasające leki.
I on ma dwie zakładki.
Na jednej masz to, co dopiero ma termin przed sobą, a przeterminowane są na osobnej.
Osobnej, czyli nie muszę ich wyławiać z jednej długiej listy.
Nie musisz. To była świadoma decyzja, bo to są dwie różne sprawy.
Wygasa to jest coś, o czym masz pomyśleć.
Przeterminowane to jest coś, co masz wynieść z domu.
Mieszanie tego na jednej liście sprawiało, że ludzie nie robili ani jednego, ani drugiego.
Pytanie drugie?
Pytanie drugie. Czego mi zaraz zabraknie?
To jest to, na czym się zawsze przejeżdżam.
Bo mam pudełko, w pudełku są dwie tabletki, ja to widzę, myślę jest i zamykam szafkę.
Tak, i to jest chyba najbardziej ludzki błąd w całej domowej apteczce.
Jest i wystarczy, to nie jest to samo.
W aplikacji można przy leku ustawić próg uzupełnienia,
czyli mówisz, poniżej tej ilości uznaję, że mi się kończy.
I co się wtedy dzieje?
Ten lek wpada na listę zakupów.
Ta lista jest w aplikacji i zbiera dwie rzeczy sama.
To, co jest po terminie i to, co spadło do progu albo poniżej.
Sama? Znaczy nie muszę tego przepisywać?
Nie musisz. To jest widok, który się wylicza z tego, co masz w apteczce.
Jak coś jest po terminie i jednocześnie na wyczerpaniu,
to pojawia się raz, jako przeterminowane, żeby lista nie puchła duplikatami.
A jak ja chcę dopisać coś, czego w aptepce w ogóle nie ma,
bo połowa mojej listy do apteki to są rzeczy, których u nas w domu nie ma.
I o to właśnie chodzi.
To dopisujesz ręcznie.
Z karty leku, który już masz, albo prosto z bazy leków,
nawet jeśli tego produktu nie ma w żadnej twojej apteczce.
To ma sens, bo lista zakupów, która umie pokazać tylko to, co już mam,
to jest lista bezużyteczna.
Dokładnie tak brzmiała pierwsza wersja.
I dokładnie dlatego została zmieniona.
Swoją drogą, wszystko o czym tu mówimy,
to faktycznie funkcje w aplikacji mojApteczka.
To nie jest reklama.
Kontekst dla jasności.
To teraz ja mam pytanie, które mi siedzi od początku tej rozmowy.
Bo ty mówisz data ważności.
Data ważności.
A ja mam w szafce syrop, otwarty w styczniu,
i na pudełku jest napisane 2027.
Tak.
No i co ja mam z tym zrobić?
Bo data mówi, że jest dobrze, a moja intuicja mówi,
że syrop otwarty 8 miesięcy temu to jest inna sprawa niż zamknięte pudełko.
Twoja intuicja jest tu bliżej prawdy niż sama data ważności.
Ta data dotyczy opakowania zamkniętego.
Dla części produktów, syropy, krople, maści,
po otwarciu obowiązuje osobny, krótszy okres.
Tego okresu szukasz w ulotce,
a bywa podany także na samym opakowaniu.
Dobra, to gdzie to wpisuję w aplikacji?
Nigdzie. Nie ma tam takiego pola.
Nie ma?
Nie ma.
Aplikacja pamięta datę ważności i numer serii z opakowania.
Daty, w której ty to otworzyłaś, nie pamięta,
bo tego pola po prostu nie zbudowałem.
Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi w twoim własnym podcaście.
A wolałabyś, żebym ci teraz wymyślił obejście?
Bo mógłbym powiedzieć, wpisz sobie w notatkę.
Tylko to jest rada człowieka, który nie chce przyznać, że czegoś nie zrobił.
Okej. To akurat brzmi uczciwie.
To jest po prostu robota dla człowieka, nie dla aplikacji.
Przy obchodzie bierzesz każde otwarte opakowanie do ręki
i zadajesz sobie jedno pytanie.
Czy ja w ogóle wiem, kiedy to otworzyłam?
A jak nie wiem?
To jest odpowiedź sama w sobie.
Bierzesz opakowanie i pytasz w aptece.
Farmaceuta ma ulotkę i wie, jak długo dany produkt jest do gry po otwarciu.
Ja nie jestem osobą, która ma to rozstrzygać i aplikacja też nie jest.
I to jest ta sama zasada, co zawsze u nas w tym podcaście.
Ta sama.
Aplikacja porządkuje to, co sama zapisałaś.
Pytanie o otwarte opakowanie kierujesz do farmaceuty.
Pytanie trzecie.
Pytanie trzecie.
Gdzie to w ogóle leży?
U nas to jest cała historia.
Bo jest szafka w łazience,
jest pudełko w kuchni na wysokiej półce,
jest torba, która jeździ w aucie
i jest kosmetyczka na wyjazdy.
I to jest normalny dom, nie bałagan.
Dlatego w aplikacji można mieć kilka apteczek,
a przy pojedynczym leku zapisać lokalizację.
Po co, skoro i tak wiem, gdzie co jest?
Bo ty wiesz.
Pytanie, czy wie ktoś jeszcze?
No dobra.
Każda apteczka pokazuje trzy liczby.
Ile masz w niej leków,
ile wkrótce wygasa
i ile jest poniżej progu.
Nad listą jest podsumowanie całego domu.
Coś w stylu
trzy apteczki, 87 leków łącznie.
Czyli widzę, w której szafce się dzieje.
Widzisz, w której się dzieje,
bez wchodzenia w każdą po kolei.
I to czyta się z pamięci telefonu,
więc działa też bez zasięgu.
To akurat u nas ma znaczenie,
bo w łazience u mojej mamy
telefon nie ma zasięgu od zawsze.
I to nie jest żart.
To jest realny scenariusz.
Piwnica, apteka nad morzem,
blok z grubymi ścianami.
Pytanie czwarte.
Pytanie czwarte, moim zdaniem najważniejsze.
Kto to wie oprócz ciebie?
To jest niewygodne pytanie.
Jest niewygodne,
bo w większości domów, które znam,
jest jedna osoba,
która trzyma tę wiedzę w głowie.
I dopóki ta osoba jest na miejscu,
wszystko działa.
A jak nie ma?
To zaczyna się dzwonienie.
Słuchaj, a gdzie jest ten syrop dla Basi?
I ktoś odpisuje po 40 minutach,
bo jest w pracy.
Znam to z drugiej strony.
Jak moja mama nocuje u nas z Leonem i Basią,
to ona nie ma pojęcia, co gdzie leży.
I dlatego apteczkę można współdzielić,
a lek przypisać do konkretnej osoby w rodzinie.
Nie po to, żeby kogoś kontrolować.
Po to, żeby ta wiedza nie mieszkała w jednej głowie.
A ta lista zakupów, o której mówiłeś,
mogę ją komuś wysłać?
Możesz.
I to jest chyba mój ulubiony detal.
Masz trzy filtry.
Przeterminowane,
niski stan
i dodane ręcznie.
Przy każdym wierszu jest zaznaczenie.
Wysyła się tylko to, co zaznaczyłaś
i co widzisz na ekranie.
Czemu to jest ważne?
Bo po jesiennym obchodzie
ta lista potrafi mieć kilkadziesiąt pozycji,
a większość z nich
to rzeczy do wyniesienia z domu,
nie do kupienia.
A ty wysyłasz mężowi
pięć rzeczy do kupienia
po drodze z pracy.
Nie chcesz, żeby dostał całą listę.
Nie chcę,
bo dostanie całą listę
i nie kupi nic.
Wychodzi z tego wiadomość zatytułowana
lista zakupów, mojApteczka,
z tym, co zaznaczyłaś.
I to jest cały efekt obchodu.
To ja podsumuję po ludzku,
bo to są cztery pytania
i wolę je mieć w jednym miejscu.
Co się nie nadaje?
Czego zaraz zabraknie?
Gdzie to leży?
Kto o tym wie oprócz mnie?
Cztery.
I żadne z nich nie jest pytaniem medycznym.
To jest inwentaryzacja,
nie leczenie.
I to jest chyba powód,
dla którego ja to w ogóle zrobię.
Bo gdybyś mi powiedział
usiądź i zdecyduj,
co jest dobre dla dzieci,
to bym nie usiadła.
I słusznie.
Bo to nie jest twoja decyzja,
ani moja.
Obchód ma sprawić,
że w lutym o drugiej w nocy
nie zaczynasz od zera.
Wiesz, co masz w domu
i gdzie to leży.
Czy akurat tego można wtedy użyć?
To zostaje pytaniem do farmaceuty.
Obchód tego za Ciebie nie rozstrzyga.
Czyli to nie jest tak,
że raz zrobię
i mam spokój do wiosny.
Nie jest.
W międzyczasie coś otworzysz,
coś zużyjesz,
coś dojdzie.
Obchód tylko ustawia punkt wyjścia,
żeby te zmiany miały się gdzie zapisać.
To nie jest heroizm.
To jest pół godziny w niedzielę.
Wrzesień, październik,
zanim się zacznie.
Jeśli chcesz spróbować,
link do aplikacji
mojApteczka
w opisie odcinka.
Aplikacja jest darmowa,
a Twoja apteczka
jest dostępna także offline.
A jeśli odcinek Ci się podobał,
podziel się nim z kimś,
kto w Twoim domu
trzyma całą apteczkę w głowie.
I jeszcze jedna rzecz,
zanim się rozstaniemy.
Ten podcast jest tworzony
z udziałem sztucznej inteligencji.
Dialog napisałem ja,
ale głosy, które słyszycie,
mój i Izy,
to klony AI wygenerowane
na podstawie naszych prawdziwych próbek.
Mówimy o tym wprost,
bo uważamy,
że to powinno być standardem
w każdym podcaście
robionym tą metodą.
Pełna informacja w opisie showu
i każdego odcinka.
Do usłyszenia.
Do usłyszenia.