Wtorek, dziewiąta rano. Robię kawę, iPhone brzęczy na blacie.
Patrzę, a tam nazwa maści, o której istnieniu zapomniałam.
I jedno zdanie. Zapisany termin ważności upływa za 30 dni.
I pierwsza myśl. Jaka maść?
A druga. Aha, kosmetyczka wyjazdowa.
Cześć, nazywam się Tomasz Szuster i jestem twórcą aplikacji mojApteczka.
A to, co przed chwilą usłyszeliście, to Iza, moja żona.
I ta maść leżała w kosmetyczce, którą bierzemy na wyjazdy.
Leżała. Od wakacji. Na górnej półce w szafie.
W kosmetyczce, której nikt nie otwiera, aż do następnego wyjazdu.
I to jest dokładnie ten przypadek, o którym chcę dziś pogadać.
W poprzednim odcinku robiliśmy obchód apteczki przed sezonem.
Cztery pytania, pół godziny w niedzielę.
Zrobiłam go, żeby nie było.
Wiem. I obchód był dobry.
Tylko, że obchód to jest zdjęcie jednego dnia.
A terminy nie czekają na następny obchód.
Mijają w środę, w czwartek, w środku ferii.
Czyli co? Mam robić obchód co tydzień?
Nie. I właśnie o tym jest ten odcinek.
O tym, kto pamięta o terminach pomiędzy przeglądami,
kiedy ty masz na głowie wszystko inne.
Dobra, to zacznijmy od tego, co mi przyszło na telefon.
Skąd ono w ogóle wie?
Od niedawna aplikacja wysyła powiadomienie przed terminem ważności leku.
Trzy razy.
30 dni przed, 7 dni przed i dzień przed.
Na iPhone'ie przychodzi o 9 rano.
Czemu akurat 3?
Bo każdy z nich jest od czegoś innego.
30 dni to jest czas, żeby spokojnie coś załatwić.
Dokupić przy okazji, zapytać w aptece.
Nic na szybko.
7 dni to ostatni dzwonek, zanim to ci ucieknie.
A dzień przed to jest po prostu jedno zdanie.
Zapisany termin ważności upływa jutro.
A jak ja dodam lek, któremu został tydzień?
Dostanę zaległe 30 dni?
Na iPhone'ie nie.
Aplikacja planuje tylko te przypomnienia, które są jeszcze przed tobą.
Czyli 7 dni i dzień przed, albo sam dzień przed.
Zaległego alertu przy dodaniu nie wysyła.
A jak zignoruje?
Bo ja powiadomienia ignoruję zawodowo.
Będzie mi to przypominać codziennie, aż się poddam?
Na iPhone'ie nie.
Tam każde z tych trzech przychodzi raz.
Nie ma codziennego dobijania się.
Zignorujesz 30 dni, następne odezwie się dopiero na tydzień przed terminem.
To jest bardziej kulturalne niż większość moich znajomych.
Taki był zamysł.
Aplikacja, która krzyczy codziennie, kończy z włączonymi powiadomieniami.
A wtedy nie ma już nic.
Dobra, a teraz to, co mnie zastanowiło od razu.
W tym powiadomieniu było słowo zapisany.
Zapisany termin ważności.
Czemu nie po prostu termin?
Bo to jest bardzo świadome słowo.
Aplikacja nie patrzy na twoje pudełko.
Ona zna tylko tę datę, którą masz w niej zapisaną.
Jeżeli ta data jest źle wpisana, to powiadomienie przyjdzie w złym dniu.
Czyli ono mówi, ja wiem tyle, ile mi powiedziałaś.
Dokładnie tyle.
Nie chciałem, żeby brzmiało jak wyrocznia.
Sprawdź datę na pudełku, kiedy przyjdzie alert.
To zajmuje 5 sekund.
Okej.
To klikam w to powiadomienie.
I co?
Na iPhonie stuknięcie otwiera aplikację.
A stamtąd wchodzisz w ekran wygasające leki.
On ma dwie zakładki.
Wkrótce, czyli to, co ma termin przed sobą,
i przeterminowane.
To ten ekran z poprzedniego odcinka.
Ten sam.
I to jest ważne.
Powiadomienie nie jest nowym miejscem, w którym trzymasz wiedzę.
To jest tylko szturchnięcie, żebyś zajrzała tam, gdzie ta wiedza już jest.
Dla jasności.
Opowiadam tu o funkcjach aplikacji mojApteczka, którą sam tworzę.
Dobra.
To teraz mój problem z tym wszystkim.
Ja mam w telefonie wyłączoną połowę powiadomień,
bo każda aplikacja uważa, że jest najważniejsza na świecie.
I masz rację, że je wyłączasz.
Dlatego na iPhone w ustawieniach jest osobny ekran.
Alerty o terminie ważności.
Jest tam jeden główny przełącznik i osobno trzy.
30 dni, 7 dni i dzień przed.
Chcesz tylko ten ostatni, zostawiasz tylko ten ostatni.
A godzinę mogę zmienić?
Bo o 9 ja już jestem na pierwszym spotkaniu.
Na iPhone nie.
Na Androidzie możesz za to zmienić,
ile dni przed terminem ma przyjść przypomnienie,
bo tam to jest zbudowane trochę inaczej.
I jeszcze jedna rzecz.
Oczywista, ale ludzie o niej zapominają.
Jeśli telefon nie pozwala aplikacji na powiadomienia,
to żaden alert nie przyjdzie.
Dobra.
To teraz pytanie, które zadałabym każdej aplikacji.
Czy to przyjdzie zawsze?
Nie.
I wolę to powiedzieć sam, niż żebyś się dowiedziała w lutym.
Opowiem, jak to wygląda na iPhone,
bo tam znam każdy szczegół.
No to słucham.
Są trzy sytuacje.
Pierwsza.
Na wielu pudełkach termin jest podany samym miesiącem i rokiem,
bez dnia.
Jeżeli w aplikacji termin jest zapisany właśnie tak,
sam miesiąc i rok,
to alertu nie będzie.
W ogóle?
W ogóle.
Taki lek dalej jest na ekranie wygasających,
ale powiadomienia o nim nie dostaniesz.
To co mam zrobić?
Pisać sobie jakiś dzień, żeby przyszło?
Nie będę Ci tego radził.
Wtedy aplikacja zapisze datę,
której na pudełku nie ma.
A całe to powiadomienie stoi na tym,
że mówi prawdę o tym, co zapisane.
Przy takich lekach zostaje ekran wygasających i obchód.
Dobra.
Druga?
Druga.
Lista alertów przelicza się, kiedy wracasz do aplikacji.
Czyli jak poprawisz datę na karcie leku,
to nowe przypomnienie ustawi się,
kiedy następnym razem otworzysz aplikację.
Nie w tej sekundzie.
A trzecia?
Trzecia.
Telefon ma limit zaplanowanych powiadomień.
I te o terminie dzielą ten limit z przypomnieniami o dawkach.
Zasada jest taka,
że dawka ma pierwszeństwo.
Jeżeli ktoś ma bardzo dużo przypomnienia o dawkach,
to alertu o terminie może w ogóle nie być.
Czyli przypomnienia o dawkach mają pierwszeństwo w kolejce.
Tak.
Alerty o terminie dostają to miejsce,
które zostaje.
To jest zasada planowania powiadomień.
A lek, o którym alert nie przyszedł,
i tak dalej widać na liście wygasających.
Okej.
To akurat brzmi uczciwie.
I dlatego ekran wygasających dalej jest głównym źródłem.
Obchód z poprzedniego odcinka dalej ma sens.
Powiadomień łapie to,
co wypada pomiędzy,
ale nie zastępuje patrzenia.
Dobra.
Wracam do mojej maści z kosmetyczki.
Przyszło, zajrzałam,
faktycznie za miesiąc.
Co ja mam z tym zrobić?
Trzy rzeczy,
żadna nie jest medyczna.
Pierwsza.
Czy to jest w ogóle coś,
co chcesz mieć w tej kosmetyczce dalej?
Jeżeli tak,
to planujesz zakup.
Na tę listę zakupów z poprzedniego odcinka?
Możesz ją tam dopisać ręcznie,
z karty leku.
Sam alert jej na listę nie dodaje,
ale po to masz 30 dni,
żeby dokupić spokojnie,
a nie w dniu wyjazdu.
Druga.
Druga.
Jak termin minie,
przeterminowany lek
oddajesz do punktu zbiórki.
Zgodnie z zasadami tego punktu.
Nie do kosza.
Listę punktów najpewniej znajdziesz
na stronie urzędu gminy albo miasta.
O tym był cały odcinek czwarty.
I trzecia.
Trzecia.
Usuwasz go z aplikacji.
Na karcie leku jest
usuń lek,
bo jeżeli lek jest już w punkcie zbiórki,
a w aplikacji dalej wisi,
to Twoja apteczka w telefonie
zaczyna kłamać.
A jeśli się zastanawiam,
czy tej maści można jeszcze użyć
dzień po terminie,
bo przecież to jest jeden dzień.
To jest pytanie do farmaceuty
albo do lekarza.
Nie do mnie
i nie do aplikacji.
Aplikacja mówi Ci,
jaka data jest zapisana.
Czy danego produktu można użyć,
tego nie rozstrzyga
i nie będzie rozstrzygać.
Ta sama zasada, co zawsze.
Ta sama.
Aplikacja pamięta.
Decyzja jest u człowieka,
który się na tym zna.
To teraz tytułowe pytanie.
Kto pamięta za mnie?
Bo powiedzmy sobie szczerze,
to przyszło na mój telefon.
Znowu ja.
To jest dobry zarzut.
To nie jest zarzut.
To jest statystyka naszego domu.
I dlatego ta druga część
jest ważniejsza
niż samo powiadomienie.
Apteczkę można współdzielić.
Jeżeli ja mam dostęp
do tej samej apteczki,
to widzę tę samą listę wygasających.
Nie muszę pytać Ciebie,
czemu kończy się termin.
Czyli jak przyjdzie mi alert o maści,
to mogę Ci po prostu powiedzieć.
Zobacz na liście wygasających.
Kup w drodze.
Możesz.
I nie musisz mi tłumaczyć,
jaka maść
i z której kosmetyczki.
Bo to wszystko jest na karcie leku.
Łącznie z tym, gdzie leży.
A Twoja mama?
Bo Elżbieta ma swoją szafkę
i swoje zasady
i do tej szafki
nikt nie zagląda.
Do tej szafki
nikt nie zagląda od 20 lat.
Ale jeżeli mama udostępni mi
swoją apteczkę w aplikacji,
to jej listę wygasających
widzę u siebie.
Nie po to, żeby ją kontrolować.
Tylko?
Żeby w niedzielę przy obiedzie
wiedzieć, o co zapytać.
Mamo,
tym kroplą kończy się termin
w listopadzie.
Kupić Ci przy okazji?
To jest zupełnie inna rozmowa
niż grzebanie komuś w szafce.
I zupełnie inna niż telefon
w panice, że czegoś nie ma.
Właśnie.
Wiesz, co mi się w tym podoba?
Że pamiętanie przestaje być
cechą charakteru
jednej osoby w domu.
I to jest chyba najlepsze
podsumowanie tego odcinka.
Obchód raz na sezon
ustawia punkt wyjścia.
Powiadomienie pilnuje,
co wypada pomiędzy.
A wspólna lista sprawia,
że ta wiedza nie mieszka
w jednej głowie.
A maść?
Maść kupiłem w czwartek.
Bo zobaczyłeś na liście wydasających.
Bo zobaczyłem na liście wygasających.
Jeśli chcesz spróbować,
link do aplikacji
mojApteczka
w opisie odcinka.
Aplikacja jest darmowa,
a Twoja apteczka
jest dostępna także offline.
A jeśli odcinek Ci się podobał,
podziel się nim z kimś,
kto w Twoim domu
pamięta za wszystkich.
I jeszcze jedna rzecz,
zanim się rozstaniemy.
Ten podcast jest stworzony
z udziałem sztucznej inteligencji.
Dialog napisałem ja,
ale głosy, które słyszycie,
mój i Izy,
to klony AI
wygenerowane na podstawie
naszych prawdziwych próbek.
Mówimy o tym wprost,
bo uważamy,
że to powinno być standardem
w każdym podcaście
robionym tą metodą.
Pełna informacja
w opisie showu
i każdego odcinka.
Do usłyszenia.
Do usłyszenia.