Dobra. Usiadłam wczoraj wieczorem z kartką z lodówki, ze starą apką do przypominania i z szufladą, w której leży...
Naprawdę nie wiem, ile tego jest. I postanowiłam to wreszcie zebrać w jedno miejsce.
W aplikacji mojApteczka.
No właśnie. I od razu pytanie numer jeden. Gdzie wgrywam tę listę?
Część mam w notatkach w telefonie, część w Excelu, część w tej starej apce.
Eksportuję plik i wrzucam, tak?
I tu muszę Cię od razu zatrzymać. Nie ma czegoś takiego jak wgraj plik.
Nie ma importu z Excela, nie ma przenieść z innej apki jednym pliknięciem.
Sprawdzałem to specjalnie w kodzie, zanim usiedliśmy do tej rozmowy.
Takiej funkcji po prostu nie ma.
Czekaj. To znaczy, że każdy lek muszę wpisać z palca?
Nie z palca. Z zdjęciem.
Otwierasz zakładkę Dodaj, jest na dole ikona aparatu i aparat włącza się od razu.
Bo dodanie leku w aplikacji mojApteczka zaczyna się zawsze od jednego.
Robisz zdjęcie opakowania.
Zawsze? Nie ma gdzieś schowanego okienka Dodaj lek ręcznie.
Wpisz nazwę, wpisz dawkę. Gotowe?
Nie ma. Naprawdę nie ma.
Punkt wejścia to aparat.
Robisz zdjęcie przodu pudełka, a aplikacja sama wyciąga z niego nazwę, dawkę, datę ważności i kod kreskowy.
A kod kreskowy po co?
Żeby dociągnąć dane z rejestru leków.
To polski rejestr, w bazie jest około 70 tysięcy pozycji.
Czyli ze zdjęcia masz nazwę i datę, a kod kreskowy uzupełnia szczegóły.
No dobrze, ale słuchaj.
Ja mam tę listę głównie na kartce.
Niektórych pudełek już nawet nie mam pod ręką.
Są u teściowej, są w drugiej szafce.
I to są dwie różne sytuacje.
Jeśli masz pudełko, robisz zdjęcie.
Jeśli masz już zdjęcie opakowania w galerii telefonu, możesz je wybrać z galerii, zamiast pstrykać nowe.
Ale jeśli masz tylko samą nazwę na kartce, bez pudełka i bez żadnego zdjęcia, tego do apteczki nie przeniesiesz.
Bo nie ma drogi, wpisz samą nazwę i zatwierdź.
Czyli to jest wieczór z szufladą i pstrykaniem pudełko po pudełku.
Tak i wiesz co? Uważam, że to akurat nie jest wada.
Bo przy okazji robisz coś, czego prawie nikt nie robi z własnej woli.
Przegląd.
Bierzesz każde pudełko do ręki, patrzysz na datę i połowa zawartości tej szuflady wyląduje od razu na bok.
Do oddania w aptece, a nie do aplikacji.
Bo część jest przeterminowana.
Dokładnie.
Przy tej metodzie przenoszenie listy i porządki to jedno i to samo.
Nie przepisujesz chaosu jeden do jednego.
Przesiewasz go po drodze.
A jak zdjęcie czegoś nie złapie?
Bo nie każde opakowanie wygląda jak z reklamy.
Bywają pogniecione, po polsku, po niemiecku.
To poprawiasz ręcznie.
Po zrobieniu zdjęcia każdy lek możesz otworzyć w widoku Edytuj lek i dopracować.
Nazwę, dawkę, ilość, datę ważności, notatkę.
Czyli ręczne wpisywanie jest, ale jako poprawka po zdjęciu.
Nie jako sposób na start.
Powiedz mi teraz jedną rzecz, zupełnie uczciwie.
To rozpoznawanie ze zdjęcia.
Dzieje się w moim telefonie, czy gdzieś wysyła to zdjęcie?
Wysyła.
Samo rozpoznawanie ze zdjęcia robi serwer, więc do skanowania potrzebujesz internetu.
To muszę powiedzieć wprost.
Bez sieci zdjęci się nie przetworzy.
Okej, to akurat brzmi uczciwie.
Wolę wiedzieć niż się domyślać.
I druga uczciwa rzecz.
Aplikacja zapisuje ze zdjęcia datę ważności, ale numeru serii, tego lotu, już nie zapisuje.
Mówię o tym, żebyś nie szukała potem w aplikacji czegoś, czego tam nie ma.
Dobra.
To teraz załóżmy, że już mam to wszystko w środku.
Co mi to realnie daje, czego nie dawała kartka na lodówce?
Pierwsza rzecz.
Każdy lek możesz przypisać do osoby albo podopiecznego.
To lek Leona, 9 lat.
To Basi, 5 lat, a to teściowej.
Profil podopiecznego tworzysz raz i działa we wszystkich apteczkach.
Czyli nie muszę się zastanawiać, czyja właściwie jest ta różowa tabletka.
Nie zastanawiasz się.
Druga rzecz.
Terminy.
Jest osobna lista wygasające leki, gdzie kolory same mówią co pilne.
Czerwony, bursztynowy, zielony.
Pilne, uważaj, bezpieczny termin.
Do tego widżet na ekranie telefonu.
Czyli aplikacja mi przypomni, że coś się kończy.
Tu Cię poprawię, żeby było uczciwie.
To nie jest powiadomienie, które samo wyskoczy.
Lek wygasa.
To lista, na którą zaglądasz i widżet.
Push o wygasaniu nie wychodzi.
Nie chcę, żebyś liczyła na alarm, którego nie ma.
Doceniam, że mi to mówisz, zamiast obiecywać.
Trzecia rzecz.
I to chyba największa różnica wobec kartki.
Apteczkę możesz współdzielić z rodziną.
Zapraszasz domowników i każdy widzi ten sam zapas.
Albo, jeśli chcesz komuś z zewnątrz pokazać tylko samą listę, wysyłaś ją linkiem.
A to wszystkie leki, co tam widziałam w aplikacji, to też jest do dodawania?
To częste nieporozumienie, więc dobrze, że pytasz.
Wszystkie leki to przeglądarka tej bazy 70 tysięcy preparatów.
Stamtąd dorzucasz pozycję do listy zakupów.
To się nazywa do uzupełnienia.
To nie jest dodawanie leku do Twojej apteczki.
Do apteczki lek trafia tylko przez zdjęcie.
Z bazy budujesz listę zakupów, nie apteczkę.
Czyli dwie różne szuflady.
Jedna, co mam.
Druga, co kupić.
Idealnie ujęte.
A jak już to wszystko mam w środku?
Działa bez zasięgu?
Bo u teściowej na działce zasięgu praktycznie nie ma.
Przeglądanie, edycja, odhaczanie pozycji.
Tak, działa bez internetu.
Zmiany czekają w kolejce i same się synchronizują, jak złapiesz sieć.
Tylko samo skanowanie nowego leku potrzebuje połączenia, bo zdjęcie analizuje serwer.
Czyli mój realny plan na ten wieczór.
Szuflada, aparat, pstrykam pudełko po pudełku, przeterminowane na bok do oddania w aptece, reszcie przypisuję osobę.
I po tym jednym wieczorze masz jedną listę zamiast kartki, Excela i starej aptki osobno.
Swojo drogo, wszystko o czym tu mówię to realne funkcje w aplikacji.
Mówię o tym konkretnie, żeby było jasne co aplikacja naprawdę robi, a czego nie.
Jeśli chcesz spróbować, link do aplikacji mojApteczka jest w opisie odcinka.
Aplikacja jest darmowa i działa offline.
A jeśli odcinek Ci się podobał, podziel się nim z kimś, kogo szuflada z lekami to jeden wielki chaos.
I jeszcze jedna rzecz, zanim się rozstaniemy.
Ten podcast jest stworzony z udziałem sztucznej inteligencji.
Dialog napisałem ja, ale głosy, które słyszycie, mój i Izy, to klony AI wygenerowane na podstawie naszych prawdziwych próbek.
Mówimy o tym wprost, bo uważamy, że to powinno być standardem w każdym podcaście robionym tą metodą.
Pełna informacja w opisie show'u i każdego odcinka.
A o czym następny odcinek?
O tym, jak sprawdzić, co to właściwie za lek.
Gdzie szukać oficjalnych informacji o leku, nie udając przy tym lekarza.
Do usłyszenia!
Do usłyszenia!