Pierwszy zimny wieczór w tym roku.
Odkręcam kaloryfer w kuchni do oporu,
sięgam do szafki nad nim po herbatę
i ręka trafia na pudełko z lekami.
Ciepłe. Naprawdę ciepłe.
I wtedy do mnie dotarło, że to pudełko stoi kam od wiosny
i że przez najbliższe pół roku będzie się grzało razem z herbatą.
Cześć, nazywam się Tomasz Szuster i jestem twórcą aplikacji mojApteczka.
A to, co przed chwilą usłyszeliście, to Iza, moja żona.
I tak, ta szafka nad kaloryferem to nasza szafka.
Nasza, bo jest pod ręką.
Wszystko, co jest pod ręką, w końcu ląduje w złym miejscu.
I o tym jest dzisiejszy odcinek.
Latem nagraliśmy odcinek o lekach w upale.
Auto w słońcu, torba na plaży, parapet od południa.
Dziś jest wersja zimowa.
Tylko, że zimą chyba nie ma problemu.
Jest chłodniej, a leki lubią chłód.
Tak zawsze słyszałam.
To zależy od leku.
Warunki masz w jego ulotce.
Ale zimą robią się nagle dwa kłopoty naraz i ciągną w przeciwne strony.
W mieszkaniu masz miejsca wyraźnie cieplejsze niż reszta pokoju.
A na zewnątrz masz mróz.
W aucie, na balkonie, w garażu.
Czyli latem jeden wróg, a zimą dwóch.
Mniej więcej tak.
Dobra, to zacznijmy od mojej szafki.
Co jest złego w szafce nad kaloryferem?
Przecież to nie jest piekarnik.
Nie jest.
Ale ciepłe powietrze z naddziałającego grzejnika idzie do góry.
Szafka nad nim może się nagrzewać.
I to nie raz, tylko codziennie, przez cały sezon grzewczy.
Od października do kwietnia.
Pół roku.
Pół roku.
A na prawie każdym pudełku i w każdej ulotce masz zdanie o przechowywaniu.
Na przykład.
Przechowywać w temperaturze poniżej 25 stopni.
W takich warunkach producent sprawdzał trwałość leku.
I data ważności na pudełku zakłada, że tych warunków się trzymasz.
Czyli jak lek przesiedzi zimę nad kaloryferem, to data na pudełku...
Może już nie wystarczyć.
Nie mówię, że lek na pewno jest zły.
Mówię, że sama data przestaje dawać pewność.
I to nie jest coś, co rozstrzygniemy przy stole w kuchni.
To kogo pytamy?
Farmaceutem.
Czasem do oceny potrzebne są też dodatkowe informacje od producenta.
Dobra.
A parapet?
U mamy w kuchni na parapecie stoi cała apteka.
Krople, syrop, tabletki na ciśnienie taty.
Parapet zimą to jest miejsce skrajności.
Od dołu grzeje go kaloryfer pod oknem, od szyby ciągnie zimno.
A jak wyjdzie słońce, to jeszcze świeci prosto na pudełka.
Leki na parapecie dostają wszystko naraz.
Powiem to Irenie.
Na pewno się ucieszy.
Powiedz, że to z podcastu.
Wtedy to nie będzie twoja uwaga.
Bardzo sprytne.
A łazienka?
Bo wiem, że łazienka zawsze jest zła.
Ale czemu zimą bardziej?
Wcale nie bardziej.
Przy gorącej kąpieli rosną wilgotność i temperatura.
A jak długo ta wilgoć się trzyma, zależy od wentylacji.
Łazienka jest złym miejscem na leki przez cały rok.
Zimą też.
Dobra.
Teraz drugi wróg.
Mróz.
Gdzie leki trafiają na mróz?
Przecież nikt nie trzyma apteczki na balkonie.
Na balkonie może nie, ale w aucie?
Wracasz z apteki, torba zostaje na tylnym siedzeniu, bo jeszcze jedziesz do sklepu.
A potem zapominasz o niej na noc.
Nie patrz tak na mnie.
Nie patrzę.
Mówię ogólnie.
Mówisz o mnie.
Zimą auto zaparkowane na noc wychładza się nawet poniżej zera.
I na wielu ulotkach jest zdanie, o którym zimą łatwo sobie przypomnieć.
Nie zamrażać.
Obowiązuje przez cały rok, ale zimą robi się bardzo konkretne.
I co wtedy?
Jak syrop przeleżał noc w aucie?
Wtedy nie oceniasz na oko.
Jeśli podejrzewasz, że lek zamarzł, choć ulotka mówi, żeby nie zamrażać, albo wygląda inaczej niż zwykle, nie zgadujesz.
Idziesz z nim do apteki i mówisz farmaceucie, gdzie i jak długo leżał.
To farmaceuta ocenia co dalej.
A jak wygląda normalnie?
To jest najważniejsza zasada z całego odcinka.
Działa tylko w jedną stronę.
Wygląd inny niż opisany w ulotce, wilgotny blister albo uszkodzone opakowanie to informacja dla farmaceuty.
Ale to, że lek wygląda dobrze, nie znaczy, że jest w porządku.
Części zmian po prostu nie widać.
Czyli wygląd może mnie ostrzec, ale nie może mnie uspokoić.
Dokładnie tak. Lepiej bym tego nie ujął.
Dobra, a teraz coś konkretnego.
1 listopada. Jedziemy do rodziców.
Na groby, na noc.
Leki basi, moje, twoje.
Wszystko w jednej torbie.
Co z tym?
Po pierwsze, przed wyjazdem sprawdzam w ulotkach, czego każdy z tych leków wymaga.
I planuję, gdzie torba będzie podczas postoju.
Na parkingu przy cmentarzu potrafimy stać dwie godziny.
Albo trzy, jak spotkamy ciocię.
Albo trzy.
Dlatego torba z lekami nie czeka w aucie, tylko idzie z nami.
Samo auto, kabina czy bagażnik nie gwarantuje warunków z ulotki.
A jeśli nie wiem, jak je zapewnić przez całą drogę, pytam farmaceutę przed wyjazdem.
I druga rzecz.
Jak dojeżdżamy na miejsce, torba wraca z nami do domu.
Nie zostaję w aucie na noc pod domem Ireny i Krzysztofa.
A jak wnoszę ją z mrozu?
Kładę na kaloryferze, żeby się ogrzała?
Właśnie nie.
Kaloryfer odpada.
I pamiętaj, że samo ogrzanie opakowania niczego nie rozstrzyga.
Jeśli masz wątpliwości, czy warunki z ulotki były zachowane, zapamiętujesz gdzie i jak długo leżała torba i pytasz farmaceutę, co dalej z konkretnym lekiem.
A torba termiczna?
Mamy taką z lata.
Spowalnia wymianę ciepła, ale nie kontroluje temperatury.
A jeśli któryś lek wymaga chłodzenia w podróży, sposób transportu ustalam z farmaceutą.
Bo na przykład zamrożony wkład, który dotyka leku, może go miejscowo zamrozić.
Ironia.
Chronisz przed mrozem, a możesz sam zamrozić.
Dobra Tomek, to gdzie mam te leki trzymać?
Bo jak zabierzesz mi szafkę nad kaloryferem, parapet i łazienkę, to mi zostaje...
Zostaje...
Łic.
Zostaje ci miejsce zgodne z tym, co mówi ulotka.
Zwykle to znaczy, z dala od kaloryfera, okna i pary.
I poza zasięgiem dzieci.
U nas to będzie pewnie szafka w przedpokoju.
Ta wysoka.
Ta z czapkami?
Ta z czapkami.
Czapki się przeprowadzą.
Czapki nie będą zadowolone.
Zrobiłem sobie z tego mały jesienny przegląd.
15 minut, nie więcej.
Po pierwsze, przechodzisz po wszystkich miejscach, gdzie są leki.
Kuchnia, łazienka, sypialnia, torebka, auto.
Po drugie, sprawdzasz, co stało przy kaloryferze albo w zimnym miejscu.
Po trzecie, dla każdego leku wybierasz miejsce zgodne z ulotką.
Leki z lodówki zostają w lodówce.
Po czwarte, patrzysz na daty ważności i na to, kiedy otworzyłaś syropy.
Jeśli ulotka podaje, jak długo lek można przechowywać po otwarciu,
ten okres nie przedłuża daty z pudełka.
Obowiązuje wcześniejszy z dwóch terminów.
Data z pudełka albo termin wynikający z okresu po otwarciu.
A po piąte?
Po piąte, i to jest najważniejsze, mówisz domownikom, gdzie teraz są leki.
Bo jak przeniesiesz apteczkę, a reszta rodziny będzie jej szukać w starym miejscu,
to wieczorem z gorączką zacznie się przekopywanie szafek.
Znam ten wieczór. Leon stoi w kuchni i krzyczy, że nie ma syropu.
A syrop jest w drugim pokoju.
Dobra, i gdzie w tym wszystkim jest twoja aplikacja?
Bo czuję, że zaraz będzie.
Zaraz będzie. Ale najpierw uczciwie.
Czego aplikacja nie robi?
Nie ma czujnika. Nie mierzy temperatury.
Nie wie, że lek stał całą zimę nad kaloryferem albo przeleżał na zwałcie.
I nie oceni, czy nadaje się do użycia.
To po co mi ona zimą?
Żeby wiedza o tym, gdzie co leży, nie siedziała tylko w twojej głowie.
Przy każdym leku jest pole lokalizacja.
Wpisujesz tam zwykłym tekstem szafka w przedpokoju.
I to widać na karcie leku.
I jak przyniosę apteczkę?
To poprawiasz to pole.
A ponieważ korzystamy ze wspólnej apteczki, ja widzę tę samą listę.
Ja, ty, a jak trzeba, to i babcia Elżbieta, kiedy zostaje z dziećmi.
Każdy widzi przy leku, gdzie leży.
A jak syrop otworzyłam w zeszłym tygodniu?
Osobnego pola na datę otwarcia nie ma.
Wpisujesz ją w notatce przy leku.
Tam też możesz dopisać coś w rodzaju
Nie zostawiać w aucie.
A torba na wyjazd do rodziców?
Możesz założyć osobną apteczkę.
Na przykład torba na wyjazd.
Wtedy leki, które jadą z tobą, nie mieszają się na jednej liście z tym, co zostaje w domu.
A to, co jest napisane w ulotce o przechowywaniu?
Muszę szukać ulotki w szufladzie?
Jeśli dokumentacja leku w aplikacji ma sekcję przechowywanie, możesz tam zajrzeć.
Ale uczciwie.
Ta sekcja opisuje substancję czynną, a nie twoje konkretne opakowanie.
Więc szczegóły i tak sprawdzasz na pudełku i w ulotce.
Aplikacja to podpowiedź, gdzie zajrzeć.
Nie zastępuje pudełka.
Ok, to akurat brzmi uczciwie.
Bo myślałam, że powiesz, aplikacja wszystko załatwi.
Nie załatwi.
Pomaga zapamiętać, co masz i gdzie to leży.
Przypomnij też o kończącym się terminie ważności.
Ale czy lek po zimie nad kaloryferem jest w porządku,
to pytanie do farmaceuty.
Nie do mnie i nie do telefonu.
Wiesz, co jest najzabawniejsze?
Że to nie jest wiedza tajemna.
Najpierw ulotka, potem miejsce.
I nie nad kaloryferem.
Każdy to wie.
Każdy to wie.
Tylko szafka nad kaloryferem jest bliżej.
Dobra.
Jutro przeprowadzka.
Czapki do kosza na balkon, leki do przedpokoju.
Czapki na balkon to jest bardzo dobry pomysł.
Czapki nie mają ulotki.
Ani daty ważności.
Ani daty ważności.
Jeśli chcesz spróbować, link do aplikacji Moja apteczka w opisie odcinka.
Aplikacja jest darmowa, a Twoja apteczka jest dostępna także offline.
A jeśli odcinek Ci się podobał, podziel się nim z kimś, kto trzyma leki nad kaloryferem.
I jeszcze jedna rzecz, zanim się rozstaniemy.
Ten podcast jest stworzony z udziałem sztucznej inteligencji.
Dialog napisałem ja, ale głosy, które słyszycie, mój i Izy,
to klony AI wygenerowane na podstawie naszych prawdziwych próbek.
Mówimy o tym wprost, bo uważamy, że to powinno być standardem w każdym podcaście robionym tą metodą.
Pełna informacja w opisie show i każdego odcinka.
Do usłyszenia.
Do usłyszenia.